|
Prawdziwą huśtawkę nastrojów prezentują w ostatnim czasie kibicom zawodnicy MKS Babia Góra Sucha Beskidzka. Słaba postawa w meczu z Dąbem Paszkówka, niezła pierwsza połowa w spotkaniu ze Strzelcem Budzów i kiepska druga odsłona zakończona utratą dwóch bramek. Na Białce również do przerwy nic nie zapowiadało bardzo dobrej gry Babiej Góry i kompletu zwycięstw. Do przerwy to gospodarze posiadali zdecydowaną przewagę i raz po raz zagrażali bramce debiutującego w seniorach Babiej Góry golkiperowi, Adamowi Pająkowi. Na szczęście w drugiej połowie to Babia Góra była zdecydowanie lepszą drużyną, posiadającą momentami miażdżącą przewagę nad totalnie zaskoczonymi takim obrotem sprawy gospodarzami. Piękny gol zdobyty z rzutu wolnego przez Karola Głuca, a chwilę później bramki zdobyte po filmowych akcjach przez Michała Pacygę (premierowy gol w naszych barwach) i Roberta Starowicza okazały się kluczowe dla losów spotkania. Taką Babią Górę chcemy oglądać w każdym spotkaniu i przez pełne dziewięćdziesiąt minut. Na otarcie łez gospodarzom pozostał honorowy gol autorstwa Mariusza Korbela.
WKS Tempo Białka - MKS Babia Góra Sucha Beskidzka 1:3 (0:0) 0:1 - Głuc 70' 0:2 - Pacyga 73' 0:3 - R. Starowicz 77' 1:3 - Korbel 85' Składy: Babia Góra: Pająk, Żaczek, Głuc, Magiera, Elżbieciak (90' P. Starowicz), Bałos, Mika, Dyduch, Ścieszka, Pacyga (80' Semik), R. Starowicz (83' Krzeszowiak). Tempo: Antosiak, Kozieł, Wnętrzak, Bielarz, Dybał, P. Urbański (82' K. Urbański), Rynduch, Kastelik, W. Puzik (31' M. Puzik, 70' Ficek), Korbel, Czarniak. Po trzech kolejkach MKS Babia Góra Sucha Beskidzka miała na koncie trzy punkty. Dwie kolejne porażki sprawiły, że na derbowe spotkanie z Tempo Białka dla wszystkich było wielką niewiadomą. Powoli przyzwyczajamy się, że przed kolejnym meczem trener Jacek Kudzia nie może skorzystać z pełnego składu. Na dodatek od meczu ze Strzelcem Budzów, trener Kudzia próbuje nowego ustawienia drugiej linii z Kamilem Dyduchem w roli ofensywnego pomocnika i szybkimi skrzydłowymi - Michałem Bałosem i Tomaszem Ścieszką. Przed derbami z Białką nie trzeba było motywować z całą pewnością napastników - Robert Starowicz i Michał Pacyga (był to jego debiut od pierwszych minut w barwach Babiej Góry) pochodzą ze Skawicy, stąd dla nich ten mecz nabierał dodatkowego smaczku. Oboje wpisali się zresztą na listę strzelców, ale czy witały ich fanfary po powrocie do Skawicy, tego nie wiemy.
Pierwsza połowa derbowego spotkania przebiegała pod dyktando gospodarzy. Babia Góra po raz pierwszy od dawien dawna nie forsowała tempa, tylko spokojnie czekała na swojej połowie na ataki gospodarzy. Boisko na Białce do gry po ziemi się zwyczajnie nie nadaje, stąd piłkarz Tempo raz po raz posyłali dośrodkowania w okolicę szesnastki Babiej Góry. Taka taktyka mogła przynieść gospodarzom co najmniej jedną bramkę przed przerwą. W 9. minucie Robert Rynduch dośrodkowuje z rzutu rożnego w pole karne Babiej Góry, na długi słupku do strzału składał się Piotr Kozieł. Na nasze szczęście pomocnik Tempo główkował niecelnie. Szczęścia w 17. minucie próbował także Mariusz Korbel, lecz Adam Pająk świetnie wybił piłkę na rzut rożny. Takich sytuacji było jeszcze kilka, ale ich rezultat był taki sam – albo sytuację wyjaśniali obrońcy Babiej Góry, dobrze piąstkował piłkę Pająk bądź futbolówka po prostu nie trafiała w naszą bramkę. Niestety, po drugiej stronie boiska działo się niewiele. Kompletnie niewidoczni w tej części gry byli zwłaszcza napastnicy. W 30. minucie Maciej Żaczek dalekim wrzutem w pole karne Tempo wypatrzył Łukasza Mikę. Kapitan Babiej Góry wycofał piłkę na 7. metr, gdzie nabiegał Dyduch. To była najładniejsza akcja Babiej Góry w pierwszej połowie. Piłka po strzale Dyducha poszybowała wysoko nad bramką Pawła Antosiaka. Sześć minut później Marcin Czarniak, który ma za sobą grę w Babiej Górze, główkował w poprzeczkę. Sytuację dalekim wykopem wyjaśnił Rafał Magiera. Ciekawe czy był wtedy jeszcze jakiś kibic Babiej Góry, który postawiłby pieniądze, że w drugiej połowie goście zdobędą trzy bramki.
Nie wiadomo co się działo w szatni Babiej Góry w przerwie, ale wniosek jest jeden - poskutkowało. Od pierwszych do ostatnich minut na boisku niepodzielnie panowała Babia Góra. W 49. minucie Ścieszka oddaje pierwszy celny strzał w tym spotkaniu na bramkę Tempo. Antosiak pewnie łapie piłkę. Chwilę później do siatki gospodarzy trafia Starowicz, ale sędzia boczny dopatrzył się, słusznie, pozycji spalonej naszego napastnika. Babia Góra w drugiej połowie o wiele częściej grała lewą stroną, gdzie kompletnie nie radzili sobie ze Ścieszką obrońcy Tempo. W 52. minucie Mika wypuścił Ścieszkę, a ten po minięciu jednego z obrońców rywali dośrodkowuje w pole karne. Z piłką mija się Pacyga i Dyduch, ale akcję zamyka jeszcze Bałos. Uderzenie Bałosa trafia jednak tylko w boczną siatkę. - Dajecie, dajecie, tak trzymać - motywuje z trybun Jasiek Sulikowski, który nie mógł zagrać w tym meczu z powodu czerwonej kartki obejrzanej w spotkaniu ze Strzelcem Budzów. Posiadanie piłki w stosunku do pierwszej połowy totalnie się odwróciło - to Babia Góra była w przewadze, a totalne zaskoczone takim obrotem sprawy Tempo marzyło tylko o tym, aby jak najdalej wybić piłkę od swojego pola karnego. Różnica między atakami Tempo z pierwszej i Babiej Góry w drugiej połowie była kolosalna - gospodarze nie mieli nic do zaoferowania oprócz dalekich wrzutek w nasze pole karne, Babia Góra z kolei złapała wiatr w żagle i czasami nawet nieszablonowymi podaniami przedostawała się pod bramkę Antosiaka. Nadal brakowało tego, co w piłce najważniejsze - brakowało goli. W 70. minucie po faulu na Pacydze do ustawionej na 25. metrze piłki podszedł Karol Głuc. Piękniejszej bramki chyba w karierze nie zdobył - piłka idealnie wpadła w samo okienko bramki Antosiaka. W 1997 roku w debiucie selekcjonerskim Janusza W. podobnego gola w meczu Polska-Węgry zdobył Krzysztof Ratajczyk. Utracona w takich okolicznościach bramka podłamała gospodarzy - chwilę później na 2:0 podwyższył wynik Pacyga. Akcja zaczęła się od dokładnego podania Dyducha w kierunku Starowicza, który głową zgrał piłkę właśnie do Pacygi. Kolejna bramka dla Babiej Góry padła w 81. minucie. Mika dośrodkował w pole karne Tempo, a Starowicz tylko dołożył nogę. Piłka przelobowała Antosiaka i po raz trzeci znalazła drogę do bramki gospodarzy. W samej końcówce Rynduch dośrodkował z rzutu wolnego w nasze pole karne, a tor lotu piłki zmienił Korbel. Na więcej Tempo nie było w niedzielne popołudnie stać.
Taniec zwycięstwa, głośne okrzyki i śpiewy w szatni - każdy kibic Babiej Góry życzyłby sobie, żeby taka atmosfera panowała po każdym meczu drużyny z ulicy Mickiewicza. Tak właśnie cieszyli się zawodnicy Babiej Góry po niedzielnym spotkaniu. I tylko atmosferę święta zepsuli miejscowi. Nie chodzi tutaj tylko o tych, co patrzyli na mecz zza ogrodzenia, bo o tym, że wiele klubów ma kompleksy względem Babiej Góry i chętnie je wyraża na swoim podwórku, już się można było przyzwyczaić w poprzednim sezonie. Tymczasem ciekawie brak reakcji na wydarzenia na „trybunach” określali ci, którzy mieli pełnić funkcję służby porządkowej na meczu. - Mamy zapewnić ochronę zawodnikom Babiej Góry - mówili i pospieszali piłkarzy z Suchej Beskidzkiej w kierunku szatni. To może niech zmienią opis na koszulkach – służba porządkowa na ochrona drużyny przyjezdnej. Ale to nie nasze zmartwienia na szczęście.
   

 
|
Komentarze
Witek Woźniak
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.