|

Porażka z Burzą Roczyny (1:2) boli z kilku powodów. Po pierwsze decydujący o zwycięstwie gospodarzy gol został strzelony w doliczonym czasie gry. Po drugie, nie wykorzystaliśmy co najmniej dwóch stuprocentowych okazji do zdobycia gola przy stanie 1:1, nie mówiąc o innych, bramkowych okazjach. Po trzecie, gdyby Babia Góra zagrała w pierwszej połowie tak, jak w drugich czterdziestu pięciu minutach, z całą pewnością nie przegrywałaby 1:0 po tej części gry. Nie może zatem dziwić fakt, że gospodarze cieszyli się po końcowym gwizdku sędziego (arbiter główny prowadził zawody bardzo dobrze, jego pomocników lepiej przemilczeć - przyp. red.) z trzech punktów, jakby dały im awans do wyższej klasy rozgrywkowej.
Fatalny termin rozegrania meczu i pora (sobota Wielkanocna, początek spotkania o godzinie 11:00) oraz miejsce (Roczyny to jeden z najdalszych wyjazdów dla Babiej Góry w A-klasie) nie przeszkodziły wielu kibicom suskiego klubu w obejrzeniu na żywo zawodników Babiej Góry w rundzie wiosennej. Po wygranej 7:2 z Halniakiem Targanice chyba nie było ani jednej osoby, która nie wierzyłaby w końcowy sukces na boisku w Roczynach. Ten był bardzo blisko, ale po kolei. Trener Jacek Kudzia miał spory problem ustawieniem podstawowej jedenastki na sobotni mecz. Z powodów kontuzji nie mógł skorzystać z usług: Sebastiana Tłoka, Damiana Elżbieciaka, Tomasza Ścieszki, Bogdana Kopacza, Grzegorza Sitarza i Daniela Cichego. Od pierwszych minut w obronie zagrał Adrian Listwan, na lewej pomocy Paweł Starowicz, a na drugiej flance Dawid Steczek. W środku pola szkoleniowiec Babiej Góry postawił na duet: Łukasz Mika - Michał Bałos oraz w roli ofensywnego pomocnika Kamil Dyduch. 
Mecz rozpoczął się od mocnego uderzenia Bałosa. Po rzucie wolnym Dyducha bramkarz Burzy, Marek Bury piąstkował piłkę poza pole karne a tam był już Bałos. Uderzenie sprowadzonego ze Świtu Osielec było niecelne, ale pierwsze brawa od suskich kibiców, którzy pojawili się w liczbie ok. 80 osób, zostały odnotowane. Suszanie poszli za ciosem i w 9. minucie ogromnego pecha miał Rafał Magiera, który trafił w słupek po rzucie rożnym wykonywanym przez Dyducha. Nic nie zapowiadało nieszczęścia Babiej Góry, które przyszło w 14. minucie. Steczek fatalnie dośrodkował z rzutu wolnego i Burza wyszła z błyskawiczną kontrą. Piłka jak po sznurku wędrowała między kolejnymi zawodnikami gospodarzy, aż wreszcie trafiła pod nogi Marka Kadłubickiego. Napastnik gospodarzy nie miał problemów z umieszczeniem jej w siatce Babiej Góry. W 25. minucie mogło być 2:0, ale w ostatniej chwili niecelnie zagrał jeden z zawodników gospodarzy. Babia Góra w tej części gry ograniczyła się do dwóch akcji - akcję tria Steczek-Dyduch-Paweł Starowicz zakończyło bardzo niecelne dośrodkowanie tego ostatniego. Za chwilę po faulu na Robercie Starowicza piłkę na 17. metrze ustawił Dyduch. Uderzenie zawodnika Babiej Góry było niecelne. Tymczasem kolejny raz mogliśmy mówić o szczęściu w 42. Minucie, kiedy to Kadłubicki strzelał na naszą bramkę, ale na nasze szczęście trafił piłką w Romana Barzyczaka.

Co się działo w przerwie w naszej szatni, wiedzą tylko zawodnicy, ale od początku drugiej połowy oglądaliśmy zupełnie odmienioną drużynę Babiej Góry. Wróciliśmy do ustawienia 4-4-2, na murawę weszli ofensywnie usposobieni: Tomasz Pacyga i Kamil Semik. Już w 47. minucie mocno zakotłowało się przed bramką Burego. Żaden z zawodników Babiej Góry nie potrafił skierować piłki w światło bramki. Pierwszy celny strzał na bramkę Burzy oddał Robert Starowicz w 57. minucie. Golkiper gospodarzy był na posterunku. W 59. minucie z bliskiej odległości rzut wolny wykonywali gospodarze, ale na nasze szczęście w sukurs Babiej Góry przyszedł jeden z zawodników Burzy. To w niego trafiła piłka po silnym strzale gospodarzy. W 68. minucie padł wyrównujący gol. Robert Starowicz wykorzystał fatalny błąd Grzegorz Miśka i mocnym strzałem w krótki róg doprowadził do remisu. W tym momencie można było się przekonać ilu kibiców Babiej Góry jest na stadionie, a najbardziej zdziwione miny mieli w tym momencie "gospodarze". Babia Góra uwierzyła, że jest w stanie wywieźć trzy punkty z Roczyn i odnieść pierwsze wyjazdowe zwycięstwo od 29. sierpnia! Pewnie tak by się stało, gdyby lepiej uregulowane celowniki mieli nasi zawodnicy. Najpierw Bałos strzelał z 12. metrów, ale piłka odbiła się od jednego z zawodników Burzy i wyszła na rzut rożny. Za chwilę z prawej strony Pacyga podawał do Dyducha, ale ten w prostej sytuacji nie opanował piłki. Gdyby to zrobił, nie pozostawałoby mu nic innego jak zapytać się golkipera Burzy, z którego rogu bramki chce wyciągać piłkę. W 76. minucie Robert Starowicz świetnie dostrzegł na prawej stronie Pacygę. Rezerwowy w tym spotkaniu Pacyga mimo asysty obrońcy uderzył mocno po długim rogu - minimalnie niecelnie. Piłkę meczową miał także Semik, który będąc sam na sam z Burym zbyt długo składał się do strzału, aż wreszcie jeden z obrońców gospodarzy zablokował to uderzenie. Powiedzenie o niewykorzystanych sytuacjach mogło się zemścić na dziesięć minut przed zakończeniem spotkania. Łukasz Smaza mocno strzelał na naszą bramkę, ale efektownie na róg wybił piłkę Jasiek Sulikowski. Za chwilę sędzia po konsultacji z bocznym zarządził rzut karny dla Roczyn. Zawodnicy Babiej Góry ostro protestowali, ale decyzja arbitra była ostateczna. Zupełnie bezsensownie drugą żółtą i w konsekwencji czerwoną kartkę zobaczył w tym momencie Paweł Starowicz. Karnego nie wykorzystał Adam Mizera, który strzelił obok prawego słupka naszej bramki. Babia Góra ani myślała zadowolić się jednym punktem i grając w 10-tkę rzuciła się do ataku. W 88. minucie fatalnie główkował Dyduch ponad poprzeczką bramki Burego, choć w tej sytuacji był zupełnie niepilnowany przez żadnego z zawodników Burzy. Nie dziwi zatem fakt, że zawodnicy Burzy z pretensjami patrzyli jeden na drugiego. Cóż jednak z tego, skoro w 90. Minucie to gospodarze zdobyli gola na wagę trzech punktów. Strzał Kadłubickiego jeszcze próbował ofiarną interwencją powstrzymać Karol Głuc, ale na próżno.
Porażka 1:2 z wiceliderem tabeli na pewno jeszcze długo będzie czkawką odbijała się naszym zawodnikom. Wszyscy zdają sobie sprawę jak blisko był końcowy sukces i co zadecydowało o naszym ostatecznym niepowodzeniu. Inna sprawa, że na wyjeździe po prostu nam nie idzie w tym sezonie, czego najdobitniejszym przykładem są statystyki (2 zwycięstwa na początku sezonu z Halniakiem Targanice i Dąbem Paszkówka, remis z Orłem Wieprz i porażki z Tempo Białka, Wisła Łączany, Leskowiec Rzyki, Jałowec Stryszwa) Okazja do rehabilitacji nadarzy się już w najbliższą niedzielę w spotkaniu z Dąbem Paszkówka, choć pewnie wszyscy zawodnicy Babiej Góry po takiej porażce chcieliby kolejny mecz rozegrać jak najszybciej. Burza-Stalmark Roczyny - MKS Babia Góra Sucha Beskidzka 2:1 (1:0) 1:0 - Kadłubicki 14' 1:1 - R. Starowicz 68' 2:1 - Kadłubicki 90' Składy: Burza: Bury, Mikuła, Zwieńczak, Babiński (55' Pikoń), Okołot, Misiek (68' Szypuła), Kukuła (75' Mizera), Wawro, Kudłacik, Kadłubicki, Smaza (86' Zawarus). Babia Góra: Sulikowski - Listwan (46' Pacyga), Głuc, Magiera, Barzyczak, Steczek (46' Semik), Mika (65' Krzeszowiak), Bałos (74' Kociołek), P. Starowicz, Dyduch, R. Starowicz. |